Kakao, nazywane złotem Majów, również dzisiaj jest tutaj cennym produktem. Drzewa kakaowca, są bardzo pożądane przez farmerów. Dzięki nim i owocom, jakie dają, mogą oni zarobić na utrzymanie swoich rodzin. Ziarna kakaowca są skupowane przez większe organizacje i sprzedawane głównie do Europy. Ale jest też kilka farm, które nie tylko sprzedają ziarna na eksport, ale także zajmują się produkcją czekolady tutaj, na miejscu. Jedna z nich znajduje się w wiosce Maya Center. 

Maya Center Village

Jest to niewielka wioska powstała po przesiedleniu tutaj rodzin, zamieszkujących tereny, które zostały objęte ochroną. Mieszkańcy otrzymali tu po kawałku swojej ziemi, ale musieli zrezygnować z oddawania się tradycyjnym obrzędom na terenach rezerwatu i polowania na zwierzęta. Obecnie utrzymują się oni z turystyki i sprzedaży rękodzieła.

Farma motyli 

Znajduje się tu między innymi farma motyli, której ja osobiście nie odwiedziłam, gdyż po pierwsze na co dzień w drodze do rzeki czy na farmie naszych gospodarzy, znajdującej się właściwie w dżungli, mogę zobaczyć ich całe mnóstwo w naturze, a po drugie wiele niesamowitych motyli widziałam w motylarni wrocławskiego ogrodu zoologicznego, który odwiedzałam kilkukrotnie z dzieciakami z rodziny. Ale jeśli ktoś z was przyjedzie tu w celach typowo turystycznych i nie będzie się zapuszczał w dżunglę lub w czasie wycieczki do dżungli nie natknie się na zbyt wiele motyli, zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. Jest to pomieszczenie wielkości pokoju, w którym znajduje się sporo różnych kwiatów i owoców, na których przysiadają kolorowe stworzenia. Wstęp kosztuje 5 BZD (dolarów belizeńskich – równowartość 10 PLN). Za możliwość fotografowania motyli musimy zapłacić kolejnych 5 BZD.

Sklep z pamiątkami – rękodzieło

Ścieżka do farmy motyli znajduje się po lewej stronie drogi prowadzącej do rezerwatu Cockscomb Basin Wildlife Sanctuary, zaś po prawej stronie mamy Maya Centre Women’s Group – sklep prowadzony przez grupę kobiet z wioski, które przygotowują różnego rodzaju pamiątki i rękodzieło. Często możemy je zobaczyć na tarasie, w charakterystycznych białych bluzkach z haftem i długich spódnicach, jak przygotowują kolejne przedmioty na sprzedaż. 

W sklepie możemy znaleźć właściwie wszystko, od długopisów, oprawionych w pomalowaną na kolorowo glinę, kieliszków zdobionych w ten sam sposób, przez notesy, notesiki i zeszyty, najczęściej oprawione w charakterystyczną kolorową tkaninę, mniejsze i większe lalki, biżuterię, tę z kamieni i drobnych koralików, całe mnóstwo drobiazgów, jak na przykład kolibry, przygotowane z tychże koralików, zwierząt z kamienia i drewna, mniejsze i większe fajki z gliny i różnokolorowych kamieni, kalendarz Majów wykuty w kamieniu, różnego rodzaju figurki i naczynia z egzotycznych odmian drewna, torby, torebki i plecaki, powyszywane obrusy i bluzki, dokładnie takie same jak te, które noszą, wytwarzające to wszystko kobiety.

Czekolada

Dla mnie natomiast największą atrakcją w wiosce jest mała fabryka czekolady Che’il Mayan Chocolate Factory. Właściwie to na co dzień nie tyle fabryka, co sklep z najlepszą czekoladą, jaką jadłam w swoim życiu. Wracam po nią, gdy tylko mam ochotę. Maya Centre Village jest oddalona od wioski, w której żyję o godzinę jazdy rowerem albo odrobinę przygody na stopa. 

W ramach atrakcji turystycznej można tu odwiedzić pobliską farmę kakao i samodzielnie przygotować małą tabliczkę czekolady. Koszt to 30 BZD (60 PLN), a całość trwa około półtorej do dwóch godzin. Fabryka otwarta jest przez siedem dni w tygodniu od 9:00 do 17:00, a wycieczki odbywają się co dwie godziny (9:00, 11:00, 13:00, 15:00).

Dobra! Do rzeczy! Jak to wszystko wygląda? Wyruszamy ze sklepu na niewielką organiczną farmę oddaloną o około dziesięć minut pieszej wędrówki od sklepu. Na farmie możemy zobaczyć, jak rosną drzewa, a na nich kwiaty i owoce kakaowca. Zobaczymy tam też różne rodzaje owoców, a także skosztujemy ich nasion. A właściwie nie tyle nasion, co delikatnej otoczki, pokrywającej ziarna. Dowiadujemy się, że zanim ziarna będą gotowe do przygotowania z nich czekolady muszą najpierw zostać poddane fermentacji przez sześć dni, przez kolejnych sześć dni potrzebują schnąć na słońcu, a następnie być prażone na kamiennym talerzu znajdującym się nad ogniem przez półtorej godziny.

Gdy mamy już odpowiednio przygotowane ziarna kakaowca, potrzebujemy je najpierw pokruszyć, a następnie rozetrzeć na pastę na specjalnie przeznaczonym do tego kamieniu, z którego Majowie korzystają od wieków (taki sam widziałam w jednym z muzeów, znajdujących się na terenie kompleksu, obejmującego ruiny Majów). Tradycyjnie, aby uzyskać idealnie gładką masę, potrzebujemy rozcierać nasiona przez trzy godziny! My robiłyśmy to zdecydowanie krócej, ale też przygotowywałyśmy niewielką ilość. Dziś do przygotowania czekolady na sprzedaż fabryka nie używa już tradycyjnego kamienia do rozcierania i ucierania. Został on zastąpiony przez maszynę, ale smak czekolady, kupionej w przyfabrycznym sklepiku, jest tak samo boski. 

Następnie dodajemy cukier, przy czym nie jest to zwykły cukier. Jest to specjalna mieszanka, przygotowywana z trzciny cukrowej oraz przypraw, które są sekretem fabryki. Byłyśmy w stanie wyczuć wanilię i cynamon, co jeszcze tam jest, to już tylko bogowie wiedzą. 😉 Mieszanka ta smakuje nieziemsko i możemy kupić ją również na miejscu. 

Kolejnym krokiem jest dodanie płynnego masła kakaowego i ponowne ucieranie wszystkich składników do uzyskania jednolitej masy.

Na tym etapie możemy również dodać coś, co nada czekoladzie wyjątkowy smak. Produkowane są tutaj dwa rodzaje czekolady: ciemna i mleczna. Obie w pięciu wariantach smakowych: naturalna, pomarańczowa, do której uzyskania używany jest proszek z suszonych skórek i tych białych błonek z produkcji soku pomarańczowego, miętowa, zawierająca suszone i sproszkowane liście mięty, imbirowa z suszonym imbirem oraz chili ze sproszkowaną suszoną ostrą papryką. 

My zdecydowałyśmy się na przygotowanie naturalnej oraz naturalnej z kruszonymi ziarnami kakaowca. 

Tak przygotowaną masę przekładamy do formy i wkładamy do zamrażalnika na około dziesięć minut. W tym czasie, jest nam prezentowana pełna oferta sklepu: kakao w proszku niesłodzone (12 BZD), czekolada do picia w proszku z nieziemskim cukrem (8 BZD), nieziemsko smakujący cukier, masło kakaowe, ziarna kakaowca suszone na słońcu (5 BZD), prażone ziarna kakaowca (5 BZD), kruszone ziarna kakaowca (10 BZD), herbata kakaowa – łuski ziaren kakaowca (10 BZD), herbata kakaowa w torebkach (4 BZD). Jest to też czas na zadawanie pytań i rozmowę. 

Z naszej niewielkiej ilości masy uzyskałyśmy osiem maleńkich tabliczek czekolady, cztery naturalne i cztery naturalne z kruszonymi ziarnami kakaowca. W sam raz po dwie dla każdej z nas z uwzględnieniem kobiety, która prezentowała nam co i jak. 

Czekolada smakuje niesamowicie. Gładka i rozpływająca się w ustach. Ale nie tylko w ustach. Wystarczy dziesięć – piętnaście minut w tym upalnym słońcu, aby zaczęła się rozpływać, w naszym chłodnym domu, zaczyna być miękka po około pół godzinie. Co niestety oznacza, że raczej nie będę jej mogła zabrać ze sobą w drogę powrotną na Saint Vincent. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zajadanie się nią do woli tutaj na miejscu.