Czym jest dla mnie niebo?…

Błękit. 

Głęboki oddech. 

Spokojna głowa.

Spokój.

Ukojenie. 

Radość.

Szczęście.

Beztroska.

Modlitwa.

Dziękczynienie.

Wolność. Rozkładam skrzydła i lecę. Jak w dzieciństwie, gdy leżąc na podłodze robiłam przerwę w czytaniu „Dzieci z Bullerbyn”, przewracam się na plecy, odchylałam głowę delikatnie do tyłu i w stanie przejściowym między jawą a snem wylatywałam przez górne okno, jakbym płynęła w przestworzach. I nagle wszystko stawało się łatwiejsze, prostsze, mniej skomplikowane. Z każdym wymachem rąk uśmiech na mojej twarzy rozpromieniał, jak słońce na niebie.

Gorące lato u dziadków w Bralinie. Biorę wielką płachtę czarnego aksamitu czy innego pluszu. Idziemy całą ekipą dzieciaków na piknik. Spakowane jakieś smakołyki, owoce, coś do picia. Bawimy się przednio. Leżę pośrodku ścierniska na czarnej płachcie i patrzę w niebo. Patrzę na chmury, jak płyną po niebie. Każda przedstawia coś innego. W niebie jest cała magia tego świata. Różne chmury na różnych poziomach nieba. Niebo ma poziomy tak jak piekło swe kręgi. Wiem, że kiedyś będę latać. Jeszcze nie wiem, jak, gdzie i kiedy, ale czuję to, wiem, że tak będzie. 

Pojawiają się myśli, żeby może zostać stewardessą, a jeszcze lepiej pilotem. Ta myśl wróci jeszcze kiedyś pod koniec podstawówki, gdy przyjdzie wybierać szkołę średnią. Fajnie byłoby zostać pilotem wojskowym. Ale tam trzeba mieć sprawne oczy. 

Wiem, że będę latała. 

Schyłek lata u dziadków. Jesień. Wiosna. Leżę na leżaku pod drzewem, czytam książkę aczkolwiek niekoniecznie uważnie. Pomiędzy gałęziami przebijają promienie słońca pieszcząc moje ciało. W oddali szumią topole, dzwoniąc blaszkami liści. Pojawia się to dziwne uczucie, wtedy jeszcze nie do opisania. Coś dzieje się pomiędzy moimi udami. Robi się wilgotno. Oddech przyspiesza. Zasypiam.

Ukojenie.

Spokój.

Wycieczki szkolne w góry. Niebo. Więcej nieba. Niebo jest wszędzie. Nie ma początku ani końca.

Wolność.

Świeżość.

Rześkość.

Beztroska.

Niebo. 

Mogę być sobą. Justyną. Koleżanką z klasy, uczennicą. Nie dzieckiem. Po prostu Justyną. Mogę mówić, co chcę. Mogę mówić, co myślę.

Zima. Wczesny poranek. W domu dziadków właściwie wszyscy jeszcze śpią. Wychodzę na schody w piżamie i kapciach. Jest pięknie. Słonecznie i rześko. Stawiam bose stopy w białym puchu. Biegam po śniegu. Leżę. Patrzę w niebo. 

Biel.

Błękit.

Cisza.

Spokój.

Niebo. 

Ciepły letni deszcz. Biegnę boso po trawie. Taplam się w kałużach. Wskakuję do każdej napotkanej. Woda rozpryskuje się wokoło. Kapie z włosów. Z moich długich ciemnych lśniących loków. Jestem cała mokra. Przemoczona, aż do majtek. Ale szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Tak, jak tylko dziecko potrafi być szczęśliwe. Robię to samo nawet, gdy jestem już dorosła.

Szczęście.

Radość.

Beztroska. 

Ciemne chmury. Burza. Deszcz. 

Wyciągam ręce w górę. Niech oczyszcza moje ciało. Zmywa brud, kurz, smutek. 

Wiruję wokół własnej osi. Padam w mokrą trawę. 

Radość.

Wytchnienie.

Jesień. Zimno. Pada deszcz. A wraz z nim, po mojej twarzy leją się łzy. Ból. Smutek. Cierpienie. Rozczarowanie. Wściekłość. Złość. Bezsilność. Najgorsza jest bezsilność. Podnoszę oczy w górę. I choć za chmurami, to wiem, że ono tam jest. 

Przychodzi ukojenie.

Śnieg!!!

Radość.

Zabawa. 

Otwieram usta. Wyciągam dłonie. Oczy wpatrzone w ciemne nocne niebo, sypiące białym puchem, który mieni się złotem w światłach latarni. 

Radość.

Wiruję w płatkach śniegu. Skaczę. Tańczę. Cieszę się jak dziecko bez względu na wiek. To zawsze działa tak samo. 

Oczyszczająco. 

Wyciszająco.

Góry. Szklarska Poręba. Puste szlaki. Idę sama. Las. Chłód. Szelest liści. Prawie szczyt. Wielka otwarta przestrzeń pokryta niebem. Wszędzie, gdzie wzrokiem sięgnąć – niebo. Dom.

Czuję się u siebie.

Czuję się bezpiecznie. 

Od tego czasu już zawsze niebo będzie moim domem. 

Cypr. Zachody słońca nad morzem. Całodzienne spacery brzegiem morza. Błękit. Wszędzie błękit. 

Woda. 

Niebo. 

Porządek w głowie.

Pozamykanie kilku spraw. 

Symboliczne pożegnanie z kilkoma osobami. 

Odpuszczenie.

Spokój. 

Radość.

Saint Vincent. Bequia. Błękit nieba. Błękit morza.

Ukojenie.

Beztroska.

To jak wakacje.

Radość z każdej chwili.

Chwytanie każdego promienia słońca, każdego momentu, każdej chwili. 

Relaks.

Hamak.

Pływanie.

Wytchnienie dla ciała.

Wytchnienie dla ducha. 

Tęcza!

Saint Vincent and The Grenadines and Belize. Sky. 

Patrzę w niebo za każdym razem, gdy jest mi dobrze, gdy jest mi źle, gdy szukam ukojenia, pocieszenia, wytchnienia, siły, wiary, nadziei.

Dom.

Teraz już wiem, że mój dom może być w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy, że ono jest nade mną. A jest zawsze, gdy tylko podniosę oczy. 

Spokojny oddech.

Równomierne bicie serca. 

Spokój.

Niebo.

Mogę być sobą. Wyrażać swoje myśli, uczucia i emocje. 

Nieoceniana, niehamowana, niepowstrzymywana. Przez nic ani przez nikogo. Przez żadne wypada, nie wypada, wolno, niewolno, co ludzie pomyślą i inne tam takie. 

Zawsze jest przy mnie. Bez względu na to, co się dzieje, gdzie jestem i co robię. Wystarczy, że uniosę oczy w górę, a ono tam jest. 

Niebo.