Podobno niebezpieczne. Przestrzegają nas, mnie i moje dwie koleżanki, z którymi jestem tu w ramach wolontariatu, wszyscy znani nam mieszkańcy wioski i niektórzy napotkani na naszej drodze ludzie. Cały czas słyszymy, że musimy być ostrożne, że zdarzają się różne sytuacje, że porwania, morderstwa i gwałty… Tylko pytanie, gdzie takie sytuacje się nie zdarzają?… O takich samych przypadkach niejednokrotnie słyszałam w Polsce czy w Europie. Zdarza się to na całym świecie, tak jak wszystko inne, ale to nie powód, żeby od razu z tego rezygnować. Gdybym miała patrzeć na życie przez pryzmat tych wszystkich zagrożeń, jakie na mnie czyhają, musiałabym nie wychodzić z domu, a i to nie zawsze jest bezpieczne. Czasami słyszymy, że jeśli idziemy na stopa we dwie czy trzy to jeszcze nie jest tak źle, ale sama – absolutnie nie.

Zew natury

Tylko co zrobić jeśli czuję i wiem, że dla mnie najlepszym środkiem transportu zawsze jest zatrzymany samochód. Nic nie kosztuje, mogę go złapać w dowolnej chwili, nie muszę ograniczać się do kilku autobusów dziennie, mogę nim dojechać wszędzie gdzie chcę, a nawet tam, gdzie mi się nie śniło, mam przy tym dużo fanu i zawsze mogę poznać kogoś ciekawego. 

Uwielbiam jeździć na stopa! Zaczęło się w liceum od wspólnej wyprawy do koleżanki, która mieszkała w Trzebnicy. Powtarzaliśmy to później ze znajomymi kilkukrotnie. W czasie studiów rozkręciłam się na dobre. Najczęściej były to wspólne wycieczki z przyszłym mężem, ale zdarzały się też samotne wypady. Była to moja ulubiona forma podróżowania i nawet gdy mieliśmy już własny samochód i chcieliśmy się wybrać na wakacje na drugi koniec Polski, do Czech czy na Słowację, zostawialiśmy go przed domem lub w garażu i decydowaliśmy się na wyprawę z plecakami. Dzięki temu beztroska przygoda zaczynała się już po dotarciu na obrzeża miasta i próby zatrzymania samochodu. Towarzyszyły temu śmiechy i wygłupy, zwłaszcza w sytuacjach, gdy przez dłuższą chwilę nie pojawiał się na horyzoncie żaden samochód albo nikt nie chciał się zatrzymać. Zdarzały się też sytuacje nerwowe, gdy zmęczenie i na przykład pogoda dawały w kość, a nikt się nie zatrzymywał albo robiło się ciemno na jakimś odludziu, a my wciąż nie znaleźliśmy noclegu albo miejsca na rozbicie namiotu. Dzisiaj nie wyolbrzymiam już takich sytuacji, po prostu idę przed siebie i przyjmuję to, co droga przyniesie. 

Gdy byłam młodsza najczęściej zależało mi na zatrzymaniu samochodu bądź kolejnych samochodów, które dowiozą nas do celu, z czasem jednak okazało się, że nie zawsze najważniejszy jest początkowy cel podróży i można go bardzo łatwo zmienić, zabierając się z kierowcą w miejsce, do którego on zmierzał, bądź które polecił. 

Z czasem przestał być też ważny czas podróży, przestało nam zależeć na jak najszybszym dotarciu do celu, ważniejsze okazały się przygoda oraz to, co nieznane i niespodziewane, a przede wszystkim poznawanie ciekawych ludzi. Do dziś są tacy, z którymi, dzięki internetom, wciąż mam kontakt. 

Belize

Nowe kontakty i znajomości pojawiają się również w Belize, już kilkukrotnie zdarzyło mi się zatrzymać samochód z tym samym kierowcą, z którym jechałam wcześniej. Wtedy jest zdecydowanie ciekawiej bo rozmawiamy już jak znajomi i nawiązujemy do wcześniejszych konwersacji. No i oczywiście, sytuacjom takim towarzyszy śmiech i najczęściej zaskoczenie, że to znowu ja dreptam poboczem i próbuję zatrzymać jakiś samochód. 

Czasami kierowcy zatrzymują się sami. Przed takimi sytuacjami byłyśmy szczególnie przestrzegane, ale jak się okazuje ludzie Ci zatrzymują się zazwyczaj z ciekawości lub troski o samotnie wędrującą wzdłuż drogi białą kobiet, bądź o te trzy jakże charakterystyczne rozbawione dziewczyny. Charakterystyczne, bo tworzymy tu niespotykane na codzień trio – niska i drobna Japonka, która zdarzało się, że była już uznawana za moją córkę, czarnoskóra Karaibka, której zazwyczaj towarzyszy muzyka z głośnika no i ja – biała, wytatuowana, obkolczykowana, z ogoloną głową (ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad ponownym zapuszczeniem włosów bo, gdy patrzę na te piękne długie włosy kobiet Majów, zaczynam myśleć o swoich długich lokach sprzed kilku lat) i uśmiechem od ucha do ucha. Czasami z dziewczynami śmiejemy się, że razem jesteśmy jak biało-żółto-czarna tęcza. 

Moment grozy

Raz tylko miałam sytuację, w której przez moment poczułam się niepewnie. Był już wieczór, słońce zbliżało się do linii horyzontu, jechałam na noc do biura do Bella Vista, wysiadłam z jednego samochodu, aby złapać kolejny i właściwie już po kilku krokach od skrzyżowania zatrzymał się samochód z dwoma mężczyznami. Przywitaliśmy się po angielsku, wymieniliśmy kilka słów i zdecydowałam zabrać się z nimi. Gdy rozsiadłam się wygodnie w samochodzie panowie przeszli na hiszpański, którego jeszcze nie rozumiem i co jakiś czas na mnie zerkali. Był to moment, w którym w mojej głowie pojawiły się jakieś niespokojne myśli, ale przegoniłam je w jednej chwili i z uśmiechem patrzyłam na otaczający mnie krajobraz i zachodzące słońce. Przestaliśmy nawzajem zwracać na siebie uwagę. Ja skupiłam się na pięknie przyrody, mężczyźni na konwersacji. Gdy dotarliśmy do Bella Vista, jeden z nich wysiadł z samochodu w miejscu, z którego zazwyczaj wędruję do biura, więc uznałam, że to dobre miejsce, aby pożegnać się z kierowcą. I wtedy przeszedł on z powrotem na angielski i zaproponował, że podrzuci mnie prawie pod same biuro bo właśnie zmierza w tym kierunku. Udało nam się jeszcze przez chwilę porozmawiać i po dotarciu na miejsce pożyczyliśmy sobie dobrej nocy.

Nocne podróżowanie

Samej zdarza mi się łapać tutaj stopa wieczorami, ale jeszcze nie robiłam tego w ciągu nocy. Nie sama. Za to z dziewczynami zdarzyło nam się to już wielokrotnie. Jak wiadomo razem zawsze raźniej i bezpieczniej, a dzięki temu możemy spędzić więcej czasu w interesujących nas miejscach i nie musimy zwijać żagli przed zachodem słońca. 

Nocą zatrzymanie samochodu nie różni się specjalnie od tego, w ciągu dnia, z tą różnicą, że zajmuje to zdecydowanie więcej czasu. Jest jeszcze mniej samochodów, a wokoło jest bezgraniczna ciemność. Zdarza nam się przewędrować wiele mil zanim w ogóle pojawi się jakiś samochód, a to jeszcze nie oznacza, że uda nam się go zatrzymać. Ale gdy jesteśmy we trzy nie ma to większego znaczenia bo zawsze jest wesoło. Mamy sporo czasu na rozmowy, które niekoniecznie odbyłyby się w naszych codziennych warunkach. Czasami towarzyszy nam muzyka z głośnika, który zazwyczaj mam przy sobie nasza Karaibska koleżanka. No i zawsze możemy podziwiać piękno przyrody – cudownie rozgwieżdżone niebo, odgłosy natury czy błyszczące gdzieś w krzakach zwierzęce oczy. 

Ludzie, którzy zatrzymują się nocą, są niesamowicie zdziwieni tym, co robimy po ciemku na drodze. Jeszcze większe zdziwienie pojawia się wtedy, gdy informujemy o celu naszej podróży, który jest oddalony o dziesiątki mil od miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Czasami nie zatrzymują się oni od razu albo zawracają po chwili. Dokładnie tak, jak zrobił to pewnego razu George, nowoczesny mennonita. (Mennonici – społeczność podobna do Amiszów.)  Starszy facet, który zaskoczył nas, gdy jadąc w przeciwnym kierunku nagle zawrócił i zapytał dokąd zmierzamy. Okazało się, że wcześniej nas minął, ale nie miał miejsca w samochodzie, żeby nas ze sobą zabrać. Pojechał więc do domu, rozpakował załadunek i postanowił sprawdzić czy nadal wędrujemy nocą wzdłuż drogi. Zaproponował nam podwiezienie do domu, a wiązało się to z nadłożeniem drogi, wręczył swoją wizytówkę i zaoferował pomoc na przyszłość.

Miałyśmy też okazję wracać jednej nocy z muzykami, przy których muzyce świetnie się bawiłyśmy w jednym z barów, w którym oni grywają co tydzień, a my zaczynamy bywać coraz częściej, gdy nagle okazuje się, że mamy wolny dzień i mamy ochotę wybrać się na plażę i popływać w morzu. Zgadaliśmy się w czasie jednej z przerw pomiędzy ich wystąpieniami i tak od słowa do słowa, od drinka do drinka, zaproponowali odwiezienie do domu, mimo iż wiązało się to z przejechaniem kilkunastu mil więcej. 

Poznałyśmy też dwie bardzo nowoczesne i zaradne kobiety, z którymi miałyśmy niezły ubaw w ich samochodzie i które zaproponowały nam wspólne imprezowanie i nocleg w ich domu, gdy następnym razem będziemy chciały odwiedzić Placencię (typowo turystyczne miejsce z rajskimi widokami, o którym zapewne napiszę któregoś dnia). 

Nie tylko one proponowały nam nocleg, zdarzało się to już kilkukrotnie, gdy zatroskani ludzie nie byli w stanie wyobrazić sobie, jak my wrócimy do domu. 

Ciemno zaczyna się tu robić w okolicach godziny osiemnastej więc po zachodzie słońca dla niektórych z nich jest już noc, dla nas ciągle jest to jednak wczesna pora i zakładamy powrót do domu. 

Wiatr we włosach

Generalnie nie ma tu większego problemu z zatrzymaniem samochodu. Tyle tylko, że jest ich zdecydowanie mniej niż na przykład na polskich drogach, odległości między poszczególnymi wioskami i miejscowościami są tutaj spore, a wokół i pomiędzy nimi nie ma nic. 

Ludzie są pozytywnie nastawieni do turystów. Są ciekawi świata, zwłaszcza tego egzotycznego dla nich jak Polska, Europa czy Japonia i chętnie wypytują o wszystko. Początkowo nieśmiało, ale w miarę upływu przejechanych kilometrów rozmowy się rozkręcają. Chętnie też opowiadają o swoim kraju i polecają miejsca warte odwiedzenia. Częstują owocami, słodyczami, wodą, a nawet piwem. I choć w dzieciństwie rodzice powtarzali, że nie wolno przyjmować cukierków od nieznajomych, tutaj biorę właściwie wszystko, co dostaję. 

Większość samochodów, jeżdżących po miejscowych drogach, to pick upy więc zazwyczaj wskakujemy na pakę bo to uwielbiamy. W zależności od prędkości, z jaką jedzie kierowca, może być to podróż z przyjemnym wiatrem rozwiewającym włosy i orzeźwiającym rozgrzane od słońca ciało albo istne wariactwo, gdy w czasie podróży zrywa czapki z głów, a nawet potrafi zdmuchnąć okulary z nosa. Zdarzyło nam się też złapać na stopa autobus po godzinach pracy. Ale o tym może innym razem, gdyż wydaje mi się, że miejscowe autobusy i zwyczaje w nich panujące, zasługują na osobny wpis.